Być może wielu z Was zastanawia się czasem, skąd wzięło się powiedzenie: „rozrabia jak pijany zając”. Powstało ono w oparciu o autentyczną historię, a było to tak. Już od dawna zwierzęta w lesie podejrzewały, że zając stacza się na dno. Często zaglądał do leśnej karczmy i wypijał tam więcej piwa niż niejedno duże zwierze, takie jak łoś czy niedźwiedź. Gdy po pewnym czasie gruchnęła wieść, że zając pędzie w domu bimber z marchewki, wszystko stało się jasne. Mały szarak popadł w alkoholizm.
Z czasem poziom uzależnienia zająca pogłębiał się. Chodził po lesie pijany, wyrywał korzenie drzew i straszył ptaki. Jednym słowem – rozrabiał jak pijany zając. W końcu na walnym zebraniu, uznano że trzeba coś z tym zrobić. Nie można dłużej tolerować wandalizmu i nocnych pijackich śpiewów. Sowa stwierdziła, że potrzebne jest kompleksowe leczenie uzależnień. Nikt jednak nie wiedział, jak w leśnych warunkach przeprowadzić takie leczenie. Ostatecznie problem rozwiązał myśliwy z kola łowieckiego. Na jesień, tuż przed końcem sezonu, odstrzelił pijanego zająca. Zwierzęta wprawdzie bardzo go żałowały, ale trzeba przyznać uczciwie, iż zarazem odetchnęły z ulgą. Sytuacja w lesie powróciła do normy, a ślady po wyczynach zająca wkrótce zasypał śnieg.